GRA SŁOWO DO SŁOWA - polega na wybraniu tych słów, które wspólnie tworzą poprawny związek frazeologiczny. Kolejność zaznaczania słów nie ma znaczenia, liczy się czas.
Powodzenia!
Internetowa gazetka szkolna uczniów Szkoły Podstawowej im. św. Jana Kantego w Bestwinie
środa, 13 listopada 2013
poniedziałek, 11 listopada 2013
niedziela, 3 listopada 2013
Bajka o okrutnym cyber-królu
W 2109r. na Marsie żył cyber-król robot Cyberpopiel, który mieszkał w Robokruszwicy. Jego żona Cyberbalbina także chciała rządzić w królestwie. Mieszkali tam również z kuzynami, którzy chcieli panować z królem Cyberpopielem. Małżeństwo jednak się nie zgodziło i wymyśliło plan:
- Oni nie mogą rządzić naszym królestwem - odpowiedziała królowa.
- Ja też tak uważam, ale co zrobić? - pomyślał król.
- Może zrobimy tak - pomyślała królowa... i tu szeptem wyjawiła mężowi swój plan...
Kucharze przygotowywali ucztę, królowa wemknęła się do kuchni i do oleju nalała truciznę!
- No to teraz zaśniecie już na zawsze, ha, ha, ha, ha, ha!
- roześmiała się królowa.
Wieczorem przy kolacji król i królowa wpatrywali się, czy trucizna zaczyna działać. Po pewnym czasie cyberkuzyni runęli na ziemię. Małżeństwo odpowiedziało wtedy:
- No to na razie mamy ich z głowy.
Ciała cyberkuzynów wyrzucili cyberlwom na pożarcie. One jednak nie zainteresowały się nimi.
Po pewnym czasie z ciał cyberkuzynów wyszły robomyszy, które ruszyły zagryźć króla i królową.
Małżeństwo niestety nie zdążyło uciec. Po ich śmierci pozostała tylko e-legenda.
Magdalena Lach, kl.6a
- Oni nie mogą rządzić naszym królestwem - odpowiedziała królowa.
- Ja też tak uważam, ale co zrobić? - pomyślał król.
- Może zrobimy tak - pomyślała królowa... i tu szeptem wyjawiła mężowi swój plan...
Kucharze przygotowywali ucztę, królowa wemknęła się do kuchni i do oleju nalała truciznę!
- No to teraz zaśniecie już na zawsze, ha, ha, ha, ha, ha!
- roześmiała się królowa.
Wieczorem przy kolacji król i królowa wpatrywali się, czy trucizna zaczyna działać. Po pewnym czasie cyberkuzyni runęli na ziemię. Małżeństwo odpowiedziało wtedy:
- No to na razie mamy ich z głowy.
Ciała cyberkuzynów wyrzucili cyberlwom na pożarcie. One jednak nie zainteresowały się nimi.
Po pewnym czasie z ciał cyberkuzynów wyszły robomyszy, które ruszyły zagryźć króla i królową.
Małżeństwo niestety nie zdążyło uciec. Po ich śmierci pozostała tylko e-legenda.
Magdalena Lach, kl.6a
C-M Kosmiczne Kroniki
W 30 tysiącleciu e-ludzie z galaktyki Orien stworzyli wielkie imperium. Zagrażają im inne rasy. Porządku na planetach strzegą cyber-marines (C-M).
Są to wyspecjalizowane jednostki, liczące „jedynie” 40 miliardów żołnierzy. W ich ciała wszczepiony jest pancerz. Mierzą 2,5 metra. Są uzbrojeni w dezintegratory Ax14, pistolety plazmowe, granaty, cybermiecze i autodetonatory - na wypadek porażki. Choć wyglądają identycznie, każdy ma własny charakter. Są fanatycznie wierni swoim przywódcom. Armią rządzi Najwyższa Rada Galaktyczna.
Pewnego razu planeta Xeno 8 została zaatakowana przez nację robo-trolli. Stwory te mają 3 metry wzrostu, są zielone i uzbrojone w rozmaitą broń: od toporów po armaty jonowe. Są powolne, ale silne. Jedną ręką unoszą 200 kilogramowy ciężar. Posługują się bardzo prymitywnym językiem.
Podczas gdy Najwyższa Rada Galaktyczna zbiera siły, trzej główni wodzowie robo-trolli obmyślają plan walki.
- Człowieki przylecą, dostaną po głowach i po kłopocie – mówi wódz I.
- Moje chłopaki ich zniszczą – odpowiada szef troll-piechoty.
- Cicho! Twoje chłopaki są słabe, to moje czołgi ich poszatkują – wyrywa się wódz II.
- Nie! Ruszcie czachami! Mamy lepszą broń!
- Jasne! Rozmiażdżywacz! – wykrzyknęli jednocześnie wodzowie.
Rozmiażdżywacz był ogromną jaszczurką. Na grzbiecie miał zamontowane działa laserowe. Dawniej robo-trolle wykorzystywały bestię jako siłę pociągową, ale w końcu odkryto jego walory bojowe. Teraz był ich najsilniejszą bronią.
Są to wyspecjalizowane jednostki, liczące „jedynie” 40 miliardów żołnierzy. W ich ciała wszczepiony jest pancerz. Mierzą 2,5 metra. Są uzbrojeni w dezintegratory Ax14, pistolety plazmowe, granaty, cybermiecze i autodetonatory - na wypadek porażki. Choć wyglądają identycznie, każdy ma własny charakter. Są fanatycznie wierni swoim przywódcom. Armią rządzi Najwyższa Rada Galaktyczna.
Pewnego razu planeta Xeno 8 została zaatakowana przez nację robo-trolli. Stwory te mają 3 metry wzrostu, są zielone i uzbrojone w rozmaitą broń: od toporów po armaty jonowe. Są powolne, ale silne. Jedną ręką unoszą 200 kilogramowy ciężar. Posługują się bardzo prymitywnym językiem.
Podczas gdy Najwyższa Rada Galaktyczna zbiera siły, trzej główni wodzowie robo-trolli obmyślają plan walki.
- Człowieki przylecą, dostaną po głowach i po kłopocie – mówi wódz I.
- Moje chłopaki ich zniszczą – odpowiada szef troll-piechoty.
- Cicho! Twoje chłopaki są słabe, to moje czołgi ich poszatkują – wyrywa się wódz II.
- Nie! Ruszcie czachami! Mamy lepszą broń!
- Jasne! Rozmiażdżywacz! – wykrzyknęli jednocześnie wodzowie.
Rozmiażdżywacz był ogromną jaszczurką. Na grzbiecie miał zamontowane działa laserowe. Dawniej robo-trolle wykorzystywały bestię jako siłę pociągową, ale w końcu odkryto jego walory bojowe. Teraz był ich najsilniejszą bronią.
Tymczasem w sztabie C-M podjęto ważną decyzję. Na planetę Xeno 8 została wysłana grupa uderzeniowa kapitana Trytusa. Statki kosmiczne marines były ogromne i świetnie uzbrojone. Po wylądowaniu przystąpiono do budowy tymczasowej bazy.
- Sierżancie! – zawołał kapitan.
- Tak? Czekam na rozkazy – zameldował się wywołany dowódca.
- Przeszukajcie teren i złapcie jeńca – polecił Trytus.
Sierżant na czele grupy wszedł w gęsty las, pokrywający większą część planety.
- Stać! – krzyknął nagle.
Nieopodal rozległ się przeciągły krzyk robo-trolli.
- Do atakuuu! Ognia!
- Odeprzeć atak – rozkazał sierżant.
Zanim robo-trolle dobiegły do pozycji cyber -marines połowa z nich już nie żyła.
Pozostali wdali się w walkę wręcz. Po niedługim czasie przy życiu pozostał już tylko jeden troll.
- Bierzemy jeńca i wracamy do bazy – wydał dyspozycję sierżant.
- O, widzę, że zadanie wykonane – przywitał grupę kapitan Trytus. – Przystąpcie do przesłuchania.
- Sierżancie! – zawołał kapitan.
- Tak? Czekam na rozkazy – zameldował się wywołany dowódca.
- Przeszukajcie teren i złapcie jeńca – polecił Trytus.
Sierżant na czele grupy wszedł w gęsty las, pokrywający większą część planety.
- Stać! – krzyknął nagle.
Nieopodal rozległ się przeciągły krzyk robo-trolli.
- Do atakuuu! Ognia!
- Odeprzeć atak – rozkazał sierżant.
Zanim robo-trolle dobiegły do pozycji cyber -marines połowa z nich już nie żyła.
Pozostali wdali się w walkę wręcz. Po niedługim czasie przy życiu pozostał już tylko jeden troll.
- Bierzemy jeńca i wracamy do bazy – wydał dyspozycję sierżant.
- O, widzę, że zadanie wykonane – przywitał grupę kapitan Trytus. – Przystąpcie do przesłuchania.
Pierwsze dwie godziny „rozmowy” były stracone, gdyż nikt nie znał języka robo-trolli. W końcu sprowadzono tłumacza i rozpoczęło się przesłuchanie. Wróg niewiele chciał powiedzieć, powtarzał tylko: „Mamy dla was niespodziankę”. W końcu powalił jednego ze strażników, próbując ucieczki. To musiało skończyć się dla niego śmiercią. Padła krótka seria i przesłuchanie dobiegło końca…
Dwa dni po tym incydencie doszło do głównego starcia. Po jednej stronie stanęli C-M
ze swoimi, niezawodnymi do tej pory czołgami i robotami bojowymi. Naprzeciw nich wyszła armia robo-trolli, uzbrojona w prymitywną i przestarzałą broń. Wydawało się, że losy walki są przesądzone.
Wtem rozległ się przeraźliwy ryk.
- Panie kapitanie! – nerwowo wykrzyknął sierżant. – Obawiam się, że to ta niespodzianka, o której mówił jeniec.
Wtem rozległ się przeraźliwy ryk.
- Panie kapitanie! – nerwowo wykrzyknął sierżant. – Obawiam się, że to ta niespodzianka, o której mówił jeniec.
Na potwierdzenie tych słów zza wzgórza wyłonił się rozmiażdżywacz. Okazało się, że przypadkowo wystrzelony przez jednego z trolli pocisk, trafił go w nogę. Bestia miotała się bezładnie, tratując armię, której miała być główną bronią. Spowodowało to całkowite zamieszanie w obozie zielonych. Wykorzystali to cyber-marines, kierując całą siłę ognia artylerii na rozmiażdżywacza. Jednocześnie ruszyli do ataku.
Po około godzinie bestia leżała martwa, a grupy niedobitków armii robo-trolli w pośpiechu wycofywały się w kierunku swoich statków kosmicznych.
- Pozwolimy im odlecieć? – zapytał sierżant.
- Tak, mamy większy problem – odpowiedział kapitan Trytus i wskazał na niebo.
Wszyscy, którzy to słyszeli, zamarli. Z piersi wyrwały się ciężkie westchnienia…
- Tak, mamy większy problem – odpowiedział kapitan Trytus i wskazał na niebo.
Wszyscy, którzy to słyszeli, zamarli. Z piersi wyrwały się ciężkie westchnienia…
Witold Placuch, kl.6a
"Mój przyjaciel - robot"
Rok 3283. Na planecie Ipslon mieszka robot o imieniu Emilio. Planeta jest piękna i gorąca. Żyją na niej tylko roboty i różnego rodzaju urządzenia. Emilio jest samotny i smutny, choć na Ipslonie mieszka dużo innych robotów...
Pewnego dnia nasz bohater siedział samotnie na cyberławce. Denerwował się, że każdy ma swojego kolegę tylko nie on. Postanowił więc:
- Skonstruuję własnego przyjaciela!
Szybko zabrał się do pracy. Pobiegł na cyberzłomowisko, znalazł parę części, lecz to było za mało. Poszedł do elektrosklepu, kupił potrzebne rzeczy i wrócił do domu.
- Mam już wszystko - pomyślał.
- Skonstruuję własnego przyjaciela!
Szybko zabrał się do pracy. Pobiegł na cyberzłomowisko, znalazł parę części, lecz to było za mało. Poszedł do elektrosklepu, kupił potrzebne rzeczy i wrócił do domu.
- Mam już wszystko - pomyślał.
Po trzech dniach ciężkiej pracy przyjaciel był gotowy. Nosił imię Getro, lecz nie spełniał oczekiwań Emilio. Getro był za mało inteligentny. Jego wynalazca ze starych sprężyn, drutów i różnych układów scalonych postanowił stworzyć mu nowy mózg. Pracował długo i wytrwale. Po złożeniu całego Getra i ulepszeniu okazało się, że jest wspaniały. Był bardzo inteligentny, mądry i przedsiębiorczy. Przyjaciele polubili się. Wykonywali ze sobą różne prace i spędzali dużo czasu.
Emilio dowiedział się co to znaczy "prawdziwa przyjaźń". Reszta robotów bardzo zazdrościła im, że spędzają ze sobą dużo czasu. Emilio i Getro długo i szczęśliwie żyją w swoim wyimagizowanym świecie, myślą o skonstruowaniu całego miasta robotów przyjaznych sobie. Wkrótce to miasto będzie tak wielkie i ciężkie, że spadnie na Ziemię i w naszym świecie będą roboty.
Paulina Tanistra kl. 6a
Paulina Tanistra kl. 6a
czwartek, 31 października 2013
Wywiad z Panią Patrycją :)
- Dzień Dobry! Czy mogłybyśmy przeprowadzić z Panią wywiad?
- Witam, oczywiście!
- Dobrze. Cieszymy się, że jest Pani w naszej szkole. Zacznijmy więc. Czy chodziła Pani kiedyś do naszej szkoły?
- Dziękuję. Tak, Uczyła mnie Pani Barbara Sabuda.
- Ile zna Pani zagranicznych języków?
- Angielski i Niemiecki.
- A czy podoba się Pani w tej szkolę?
- Muszę przyznać, że bardzo mi się podoba.
- Jaki jest Pani wymarzony zawód?
- Zdecydowanie nauczyciel języka angielskiego. Wiedziałam już to od szóstej klasy podstawówki!
- Czy mieszka Pani w Bestwinie?
- Tak, mieszkam.
- Może teraz nieco luźniej. Czy ma Pani jakieś zwierzątko?
- Mam psa, ma on na imię Mikuś.
- Czy ma Pani rodzeństwo?
- Mam brata, chodzi do tej szkoły.
- Jaki jest Pani ulubiony kolor?
- Lubię kolory ciepłe i pogodne.
- Gdzie chciałaby Pani spędzić swoje wymarzone wakacje?
- Chciałabym pojechać do Anglii.
- Dziękujemy za wywiad i życzymy miłego dnia!
- Ja również dziękuję, nawzajem ;)
Wywiad przeprowadziły: Zosia Tracz i Zuza Kohnke.
- Witam, oczywiście!
- Dobrze. Cieszymy się, że jest Pani w naszej szkole. Zacznijmy więc. Czy chodziła Pani kiedyś do naszej szkoły?
- Dziękuję. Tak, Uczyła mnie Pani Barbara Sabuda.
- Ile zna Pani zagranicznych języków?
- Angielski i Niemiecki.
- A czy podoba się Pani w tej szkolę?
- Muszę przyznać, że bardzo mi się podoba.
- Jaki jest Pani wymarzony zawód?
- Zdecydowanie nauczyciel języka angielskiego. Wiedziałam już to od szóstej klasy podstawówki!
- Czy mieszka Pani w Bestwinie?
- Tak, mieszkam.
- Może teraz nieco luźniej. Czy ma Pani jakieś zwierzątko?
- Mam psa, ma on na imię Mikuś.
- Czy ma Pani rodzeństwo?
- Mam brata, chodzi do tej szkoły.
- Jaki jest Pani ulubiony kolor?
- Lubię kolory ciepłe i pogodne.
- Gdzie chciałaby Pani spędzić swoje wymarzone wakacje?
- Chciałabym pojechać do Anglii.
- Dziękujemy za wywiad i życzymy miłego dnia!
- Ja również dziękuję, nawzajem ;)
Wywiad przeprowadziły: Zosia Tracz i Zuza Kohnke.
poniedziałek, 28 października 2013
" W pustyni i w puszczy"
Chodzę do 5 klasy. Ostatnio na języku polskim zaczęliśmy omawiać lekturę pt. W pustyni i w puszczy, której autorem jest Henryk Sienkiewicz. Głównymi bohaterami są Staś Tarkowski i Nel Rawilson.
Staś jest Polakiem, ale urodził się w Port-Saidzie.Nigdy nie był w Polsce. Wie o niej bardzo dużo z opowiadań swojego ojca Władysława Tarkowskiego.Jest on dobrym przyjacielem Pana Rawilsona.
Staś i Nel przeżyli razem wiele przygód dobrych i złych . Pokazywali swoimi postawami , że nigdy nie należy się poddawać i tracić wiary, tylko trzeba walczyć do końca .Staś uczy nas, że zawsze trzeba opiekować się młodszymi i słabszymi. Uważam , że książka jest interesująca i ciekawa , a od bohaterów możemy wiele się nauczyć.
Staś jest Polakiem, ale urodził się w Port-Saidzie.Nigdy nie był w Polsce. Wie o niej bardzo dużo z opowiadań swojego ojca Władysława Tarkowskiego.Jest on dobrym przyjacielem Pana Rawilsona.
Staś i Nel przeżyli razem wiele przygód dobrych i złych . Pokazywali swoimi postawami , że nigdy nie należy się poddawać i tracić wiary, tylko trzeba walczyć do końca .Staś uczy nas, że zawsze trzeba opiekować się młodszymi i słabszymi. Uważam , że książka jest interesująca i ciekawa , a od bohaterów możemy wiele się nauczyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)